GłównaRozdziały › Rozdział 13
Rozdział 13

Po drugiej stronie tunelu

Rozdział 13

Data28 июля, 2026
Ocena ☆☆☆☆☆ Brak ocen
TomTom 2
MiejsceDroga
TematyRomans / Rodzina / Handel
StatusOpublikowane

TEKST ROZDZIAŁU

Rozdział 13 — Po drugiej stronie tunelu

W domu przywódczyni, po krótkim brzęku rozbitej zastawy, który dobiegł skądś z daleka, rozmowy stały się cichsze. Kilka głosów jeszcze wymieniało między sobą słowa, ale już bez dawnej ostrości — ostrożnie, półgłosem, jakby każdy ważył to, co mówi.

— Teraz rozumiem — Michael postawił kubek na stole, wstał, wyszedł na balkon i zatrzymał się obok Miry, opierając się o poręcz. — Już przy wejściu do osady poczułem ostry zapach węgla, zauważyłem słupy dymu i zrozumiałem, że wasze kuźnie pracują bez przerwy. Myślałem, że szykujecie się do zimy. No i zobaczyłem wojowników w skałach nad wejściem do kamiennej jaskini. Dobrze się ukryli. Nawet nie od razu zrozumiałem, że nas obserwują. A kiedy zatrzymaliśmy się przed tunelem… upewniłem się ostatecznie.

Rein zdziwiony podniósł głowę.

— Czekaj… Czyli zatrzymałeś się wtedy nie dlatego, że byłeś zmęczony?

— Oczywiście, że nie — spokojnie odpowiedział Michael. — Czekałem. Chciałem zrozumieć, kto śledzi i czy przejście do jaskini jest bezpieczne. Gdyby nikt się nie pojawił i nic się nie zmieniło, znaczyłoby to, że z osadą coś się stało. Ale wystarczyło, że postaliśmy kilka minut, a w skałach mignął cień i rozpoznałem naszywkę Wilków. Wtedy zrozumiałem — już nas prowadzą.

Rein z niedowierzaniem spojrzał najpierw na Michaela, potem na Mirę.

— Zaczekaj… Naprawdę widzieli nas przez cały ten czas? Przecież ja tu dorastałem… Nikogo nie zauważyłem.

Mira cicho się roześmiała.

— Bo to właśnie ich praca. Strażników nie powinni zauważać nie tylko obcy, ale i swoi.

Podeszła do jednej z szaf i wyjęła starą metalową rurę, prawie długości ręki.

— Dawni ludzie zostawili nam nie tylko ten tunel — powiedziała Mira. — Całkiem niedawno nasi łowcy odkryli wewnątrz góry stare przejścia i system takich rur. Na początku nikt nie rozumiał, do czego służą. Ale kiedy zobaczyliśmy podobny system w osadzie Strumienia, szybko pojęliśmy, jak można go wykorzystać.

Przesunęła dłonią po pociemniałym metalu.

— Po tym, co stało się z Zieloną Trawą, wystawiliśmy przy tunelu stałych strażników. Teraz przekazują sygnały prosto do osady. Kiedy dopiero zbliżaliście się do wejścia, ja już wiedziałam, ilu was jest, czy macie wóz i kto prowadzi grupę.

Mira z lekkim uśmiechem spojrzała na Michaela.

— Przyznam, nie spodziewałam się, że zauważysz naszych łowców. Wygląda na to, że mają jeszcze nad czym pracować.

— Nie martw się. Nie zobaczyłem, gdzie dokładnie siedzieli, i nie potrafiłbym policzyć, ilu ich było. Po prostu poczułem, że ktoś nas obserwuje. Dlatego postanowiłem się zatrzymać, żeby się upewnić.

— A to już wystarczy — skinęła Mira. — Dobrze, że Kruki są naszymi sojusznikami. Inaczej za taką spostrzegawczość trzeba by cię zabić. Od razu widać doświadczonego łowcę.

Wróciła do stołu.

— A teraz opowiadaj, po co przybyłeś. I nie mów, że tylko po parę worków zboża albo zwykły towar. A jeśli naprawdę przywiozłeś szkło, to było zbyt nierozważne ryzyko — prowadzić je przez góry tak małą grupą po tym, co stało się z Zieloną Trawą.

Michael rozwinął listę, którą Sara dała mu jeszcze przed drogą.

— Właśnie dlatego tu jestem. Ludzi mamy prawie trzy razy więcej. Na razie zapasów wystarcza, ale do zimy jedzenia będzie potrzeba znacznie więcej. Sara już zwiększyła zasiewy i jeśli rok okaże się urodzajny, pojawi się inny problem — gdzie to wszystko przechowywać.

Spojrzał na listę.

— Potrzebujemy sadzonek drzew owocowych, nasion warzyw i wszystkiego, co można zdążyć posadzić jeszcze tej wiosny. A do tego trzeba z wyprzedzeniem szykować się do jesieni. Wasze podziemne magazyny będą mogły przyjąć znacznie więcej plonów niż nasze, ale zimą wożenie zapasów przez góry jest zbyt niebezpieczne. Dlatego większą część zapasów trzeba będzie przewieźć do was jeszcze przed pierwszym śniegiem.

Na moment się zamyślił.

— Póki jestem tutaj, nasz przywódca Kaleb i Neira szukają sposobu, żeby powiększyć własne składy, aby w przyszłości Kruki były mniej zależne od waszych magazynów. Ale czegoś takiego nie zbuduje się w jeden sezon.

Mira w milczeniu skinęła głową i zaczęła wyliczać, co z zapasów Wilków mogą wydzielić już teraz.

W tym czasie Sam, Luka, Paweł i Olivia już dawno zniknęli między rzędami kramów, z ciekawością oglądając każdą niezwykłą rzecz, jaką tylko mogli znaleźć na rynku.

Podczas gdy Luka z Samem oglądali ubrania, Paweł i Olivia ruszyli do części rynku z bronią. Zostawszy wreszcie z Olivią prawie sam na sam, choć pośród tłumu, Paweł poczuł ulgę. Gest Reina go dotknął. Też chciał podarować Oli jakiś znak uwagi, tylko coś bardziej wartościowego i osobistego. Lagerence, które Neira wręczyła mu przed wyjściem, były jak znalazł.

— Kusze, specjalne strzały, jakich wcześniej na pewno nie widzieliście, kołczany, mocowania, pasy! — głos kupca ciął uszy, ale wybór, metalowe stopy i wzory na broni od razu przyciągnęły uwagę Olivii.

Lada była zasypana osobliwościami do strzelania: procami, kuszami, łukami, kołczanami i różnymi drobnymi przyrządami. Wzrok Oli niemal od razu zatrzymał się na miękkim kołczanie z drewniano-metalowym obramowaniem.

— I ile kosztuje takie cudo? — zapytała.

Kupiec natychmiast przeniósł uwagę na Olivię i Pawła, szybko oceniając ich po ubraniu i broni. Wyjął listę towarów, udał, że szuka ceny, trochę pomyślał i dopiero potem odpowiedział:

— Dziesięć niebieskich. Świetny towar. Nowość. Mieści dużo strzał, wygodny, mocny.

— Oj, nie, za drogo. Za taką cenę w naszej osadzie można kupić trzy takie.

Kołczan wyraźnie spodobał się Oli, ale odwróciła się i udała, że straciła zainteresowanie.

— Dziewięć, taniej sprzedać nie mogę. I takiej nowości na pewno nikt nie ma, to wyjątkowy kołczan — kupiec wziął go w ręce i zaczął pokazywać. — Można go nosić i na plecach, i przy pasie. Do szybkiego strzelania i polowania bardzo wygodny: nie zaczepia o gałęzie, zza osłony prawie go nie widać.

— Za to po ziemi będzie się dobrze ciągnął — rzuciła Oli.

Rozumiejąc, że i tak nie ma takich Lagerenców, odwróciła się i poszła oglądać dalej, a Paweł został przy ladzie.

— Młody człowieku, kup swojej dziewczynie taki wspaniały kołczan. Na pewno wpadł jej w oko. Ja, jako człowiek trzykrotnie żonaty, wiem, co mówię.

Paweł był już gotów się zgodzić, ale wtedy w oczy wpadł mu zestaw do kuszy. Kupiec natychmiast zauważył jego spojrzenie.

— O-o, widzę, że masz wprawne oko. To modyfikacja do kuszy. Zwiększa celność i zasięg, pozwala używać dwóch rodzajów pocisków: strzał i bełtów. Z takim czymś od razu staniesz się znacznie groźniejszy na polowaniu i będziesz mógł bić większą zwierzynę. A jeśli kupisz u nas, mistrz zamontuje wszystko ze zniżką. Tylko piętnaście niebieskich razem z pracą. I zrobią szybko, w jeden dzień.

Oczy Pawła rozbłysły. To była dokładnie ta suma, którą miał przy sobie. Ale czekać cały dzień i jednocześnie niczego nie kupić Olivii wcale nie chciał.

— A bez pracy mistrza za ile oddasz?

— No… myślę, że za dziewięć mógłbym — niezadowolony odpowiedział kupiec, kręcąc nosem i odkładając zestaw z powrotem na półkę.

— A razem z kołczanem?

— Osiemnaście. Ty co, liczyć nie umiesz?

Paweł wyjął monety i zaczął demonstracyjnie przeliczać je na dłoni. Potem zmarszczył brwi, przeliczył jeszcze raz, pogrzebał w kieszeni i ciężko westchnął.

— Ech, brakuje. Pójdę jeszcze gdzieś popatrzeć. Może znajdę taniej.

Już miał odejść i dogonić Olivię, ale kupiec, widząc, że traci klienta z pieniędzmi, zaczął coś mruczeć pod nosem. Potem głośno westchnął i machnął ręką.

— Dobra, gdzie ja z wami, młodymi. Tylko dla was, niech już będzie, ustąpię. Tym razem sprzedam prawie bez zysku. Może dzięki takiemu zakupowi więcej zarobisz na polowaniu. Ale zniżki u mistrza już nie będzie! I spróbuj tylko komuś powiedzieć, że kupiłeś u mnie tak tanio.

Kupiec wyjął zestaw do kuszy, położył obok kołczan i wyciągnął rękę, czekając na Lagerence.

Myśląc, że złapał szczęście za ogon, Paweł szybko oddał monety, chwycił zakup obiema rękami i radośnie pospieszył do Olivii.

— Pomożesz potrzymać? — zapytał, podchodząc do niej.

Paweł zaczerwienił się tak mocno, jakby zamierzał przyznać się do czegoś strasznego, ale ze wszystkich sił udawał, że nic szczególnego się nie dzieje.

Olivia spojrzała na rzeczy w jego rękach i uznała, że kupił coś dla siebie.

— Mhm — odpowiedziała cicho i wzięła część zakupu, czekając, aż Paweł schowa zestaw do plecaka.

— A to dla ciebie — powiedział szybko, odwracając się ze zmieszania i próbując zarzucić plecak na ramię. — No… jeśli chcesz.

Olivia zamarła.

Przez kilka chwil po prostu patrzyła na kołczan, nie wiedząc, co powiedzieć. To był pierwszy tak drogi prezent w jej życiu. Nie rozumiała, czy może go przyjąć, czy powinna odmówić albo przynajmniej udać, że to wcale nie takie ważne.

— Paweł… — powiedziała cicho, ale słowa jakby utknęły jej w gardle.

Potem, niemal tracąc pewność, Oli zrobiła krok ku niemu, objęła go od tyłu i wyszeptała:

— Dziękuję.

Paweł znieruchomiał.

A kiedy Olivia szybko pocałowała go w policzek, sama też się zarumieniła. Nie czekając, aż odpowie cokolwiek, przycisnęła kołczan do siebie i uciekła ku balustradzie odgradzającej jezioro.

Paweł jeszcze przez kilka minut stał w miejscu, pocierając policzek. Bał się odwrócić — jakby gdyby spojrzał na Olivię, okazałoby się, że tylko mu się to wydawało. Plecak zwisał z ramienia i powoli zsuwał się po ręce, ale teraz wydawał się nieważny, tak samo jak rzeczy w środku.

— Hej, Paweł. Paweł!

Podeszli do niego Luka i Sam.

— Patrz, co sobie kupiłem — Luka z zadowoloną miną pokazał czerwoną owijkę, już przywiązaną u nasady grotu włóczni. Na cienkim sznurku kołysał się niewielki wisiorek.

— Tylko za jedną niebieską. Widziałeś? Od razu lepiej wygląda. A ty coś sobie wypatrzyłeś?

Luka patrzył na Pawła, czekając na żywą reakcję, ale ten nadal stał nieruchomo.

— Paweł, ej, co z tobą? — Luka zmarszczył brwi. — A Olivia gdzie?

Od samego imienia Olivii Paweł zaczerwienił się jeszcze mocniej.

— Źle ci? — zaniepokoił się Luka. — To pewnie przez to, że jesteśmy w jaskini. Albo rany ci dokuczają? Hej, Pasz…

Wtedy do rozmowy wtrącił się Sam. Podszedł bliżej i, zauważywszy, że Paweł cały czerwony nie odpowiada, najpierw przyłożył dłoń do jego czoła, a potem spróbował sprawdzić gorączkę ustami.

— Hej, co ty robisz! Oszalałeś czy co? — Paweł w końcu oprzytomniał i odsunął Sama.

— Ja co? To ty co — szczerze zdziwił się Sam. — Chciałem sprawdzić, czy nie masz gorączki. Krzyczymy tu do ciebie, a ty stoisz i nie odpowiadasz. I cały czerwony. Może jesteś głodny? Chcesz mięso na patyku? Widzieliśmy tam, pachniało ta-a-ak świetnie.

— A co Oli? Nie wiem… Była za mną!

— Jaka Olivia, będziesz jadł? — Sam wciąż patrzył na Pawła podejrzliwie. — Na pewno wszystko z tobą dobrze?

— A… tak, będę. Jeśli postawicie.

Paweł poprawił plecak, obejrzał się, ale Oli za jego plecami już nie było. Wciąż jakby we mgle poszedł za Luką i Samem, próbując zrozumieć, co właściwie przed chwilą się wydarzyło.

Kupili cztery porcje i, zauważywszy Oli nad wodą, ruszyli do niej. Sam, jak zwykle w swoim wesołym nastroju, podał Olivii mięso na rożnie.

— Częstuj się.

Potem wdrapał się na balustradę i sam zaczął zajadać swoją porcję aż miło.

Jezioro pośrodku jaskini było tak piękne, że gdy jedli i patrzyli na wodę, hałas rynku za plecami jakby stopniowo cichł. Paweł i Olivia tylko raz wymienili spojrzenia, znów się zarumienili i natychmiast odwrócili wzrok, dalej patrząc na jezioro.

— O, widzę, że i beze mnie dobrze sobie poradziliście. Nawet obiad już zaczęliście.

Podszedł do nich Michael i, nie pytając, odgryzł kawałek mięsa z patyka Sama.

— Nie-e, więcej nie dam — Sam przycisnął patyk do siebie, ale bez złości, raczej żartem. — Lepiej chodźmy, kupisz mi jeszcze jeden.

— Widzę, że wilczy przysmak z żab wam zasmakował.

Olivia prawie się zakrztusiła, ale spojrzawszy na Pawła, nic nie powiedziała.

— Tak, dawno mnie tu nie było — Michael uśmiechnął się. — A smak ten sam. Tylko trzeba się do niego przyzwyczaić.

— Co, już jedziemy z powrotem? — zapytał Luka, jak gdyby nigdy nic, ustawiając włócznię tak, żeby Michael zauważył czerwoną wstążkę przy grocie.

— Jeśli wszystko kupiliście i nie zapomnieliście o prezencie dla Katherine, to tak. Właśnie ładują nam wszystko na wóz.

Luka od razu spuścił głowę.

— Wybór jest taki duży… Z Samem tak i nie wymyśliliśmy, co lepiej kupić Katherine.

— Widzę twoją wstążkę, ładna — powiedział Michael. — Zaraz coś wybierzemy. Akurat zdążą załadować wóz i Rein się zwolni. Idziecie czy będziecie czekać przy wozie?

Olivia milczała. Paweł też. A Luka od razu zgodził się iść z Michaelem.

— Oj, nie, lepiej poczekajcie — Michael spojrzał na Lukę. — Bo znowu będziesz trajkotał.

Przez małą grupę przebiegł śmiech.

Michael położył rękę na ramieniu Sama i poprowadził go ku straganom.

— A ty co sobie wypatrzyłeś?

Sam nie mógł odpowiedzieć od razu: wciąż żuł. Zamiast tego machnął ręką w stronę stoiska z ubraniami. Z jego gestów trudno było coś zrozumieć, ale z pomocą kupca Michael w końcu pojął, że Samowi spodobała się czarna narzuta.

Była trochę za duża, ale Michael nawet się nie zastanawiał i kupił ją.

Jeszcze trochę pochodzili razem po rynku — prawie jak ojciec z synem. Sam z ciekawością oglądał stragany, a Michael spokojnie szedł obok, od czasu do czasu zatrzymując się przy kupcach i wybierając wszystko, co obiecał przywieźć Katherine.

Kiedy zakupy były gotowe, wyszli do wozu, gdzie czekali już pozostali. Rein siedział na załadowanych workach na wozie i głośno śmiał się z Pawła, który najwyraźniej dopiero co spróbował pochwalić się udanym zakupem.

— Michael, wyobrażasz sobie? Ci wilczy kupcy to bezwstydni oszuści! — wyraźnie niezadowolony skarżył się Paweł. — Oddałem ostatnie Lagerence, myślałem, że dobrze się potargowałem. A oni!

To, że Paweł podniósł głos, tylko mocniej rozśmieszyło Reina.

— Też mi handlarz! — krzyknął, machając nogami z wozu. — Kupił za piętnaście coś, co nawet dziesięciu nie jest warte!

— No co ty się tak nad nim znęcasz? — Michael zerknął na Reina. Jeszcze niedawno ten przed Mirą był gotów zapaść się pod ziemię, a teraz znów siedział wesoły, jakby nic się nie stało. — Paweł, podoba ci się to, co kupiłeś?

— No… podoba.

— To reszta nie jest taka ważna. Cena rzeczy nie zawsze mierzy się Lagerencami. Czasem ważniejsze jest to, jak ci posłuży.

— To co właściwie kupiłeś? — zapytał Michael już spokojniej.

— Zestaw do kuszy i to… no, wiesz… — Paweł spojrzał na Olivię i znów się zarumienił.

— Kołczan na strzały.

Michael od razu wszystko zrozumiał i uśmiechnął się ledwie zauważalnie.

— To jasne, dlaczego oboje tacy milczący. To cenny prezent. Za coś takiego i setek nie szkoda.

Olivia speszyła się i spuściła wzrok, przyciskając kołczan do siebie.

— A ty przestań rżeć — Michael klepnął Reina po nodze. — Złaź. Musimy jeszcze przed zachodem przejść tunel i zdążyć do przełęczy.

Rein prychnął, ale posłusznie zeskoczył z wozu. Michael wziął wodze i wóz powoli ruszył z miejsca.

Droga przez tunel nie wydawała się już tak ponura. Ciemność pomagała ukrywać zmieszanie Pawła i Olivii i dała im możliwość trochę porozmawiać.

— To nic nie znaczyło. Jasne? Prezent jest bardzo miły — speszona wyszeptała Olivia, idąc obok Pawła.

— Jasne… Dobrze, że naprawdę ci się spodobał.

Paweł chciał dodać coś jeszcze, ale przez zmieszanie nie potrafił wydusić z siebie ani słowa. A do rozmowy zaraz wtrącił się Rein.

— Aha, miły. Uciu-ciu.

Rein, przestań! Bo wrócisz sam — nie wytrzymał Michael.

Jego głos echem potoczył się po tunelu.

— Kwiatuszki są miłe — burknął Rein. — A wy wszyscy dajecie się złapać na drogie rzeczy.

W jego sarkazmie trudno było rozpoznać, co dokładnie się za nim kryło: złość, zły charakter czy to, że reakcja Olivii dotknęła go mocniej, niż chciał pokazać. Może naprawdę mu się spodobała. Trudno było to zrozumieć.

Twarz Reina skrzywiła się z niezadowolenia. Wyszedł z kręgu światła pochodni, którą Luka trzymał przed sobą, i poszedł za resztą.

Potem przez chwilę milczeli, ale stopniowo rozmowy znów stały się weselsze. Aż do samego końca tunelu wszyscy omawiali to, co widzieli na rynku, i zakupy, jakby na chwilę zapomnieli i o celu przyjazdu, i o tym, że przed nimi znów czeka droga.

Kiedy wyszli z tunelu, od strony rzeki powiał zimny wiatr. W oddali ciągnął się już wielki cień góry za ich plecami. Zbliżał się wieczór.

— Trzeba przyspieszyć — powiedział Michael, oglądając drogę. — Do miejsca naszego poprzedniego noclegu są jeszcze trzy Krzyki drogi. Tutaj nie chcę się zatrzymywać.

Bezpieczna ziemia osady i tunel zostały za nimi. Przed nimi znów czekała niebezpieczna droga i teraz, już nie tak jak poprzednim razem, wszyscy szli z bronią gotową do użycia.

— Uff, no wreszcie doszliśmy — wypuścił powietrze Luka.

Przy poboczu z przodu pokazał się znajomy zakręt na gruntową drogę prowadzącą do lasu. Michael już miał skręcić i urządzić tymczasowy postój w poprzednim miejscu, gdy dalej na szosie rozległy się czyjeś krzyki i ostry zgrzyt metalu.

Wszyscy spięli się i zamarli, nasłuchując, czy tylko im się nie wydawało.

— Ǎǎǎa! Zǎmo a̗air̗per̗eles!

A-a-a! Przeklęty ptak!

Usłyszawszy dziwną mowę, Michael najpierw napiął się jeszcze bardziej, ale kolejny zgrzyt metalu nie pozwolił mu zostać z boku.

Sam, Rein, Luka — zostajecie tutaj. Rozpalcie ognisko z gałęzi. Olivia, Paweł — przygotować strzały i za mną.

Na twarzach Luki i Reina widać było strach. Co dziwne, Sam pozostawał spokojny.

— Jeśli zrobi się zbyt niebezpiecznie, zostawcie wóz i biegnijcie do tunelu.

Michael zrzucił plecak na wóz i pobiegł w stronę krzyków.

Nieco ponad pół Krzyku przed nimi widać było duży zardzewiały autobus. Wokół niego miotały się ciemne sylwetki, a w wieczornej ciszy coraz wyraźniej słychać było uderzenia metalu, trzepot skrzydeł i czyjś rozpaczliwy krzyk.

Wśród krążących bestii mignęła ludzka sylwetka.

Zamach. Kolejny zamach. Półprzezroczyste krótkie duale ze świstem przecinały powietrze, próbując dosięgnąć przelatujących obok niewielkich Oksisów. Dziewczyna w czarnej narzucie, z krótkimi siwymi włosami, na oko dziewiętnaście-dwadzieścia lat, krok za krokiem się cofała, z ostatnich sił próbując przeżyć. Każdy ruch odzywał się palącym bólem. Krew z licznych płytkich poszarpanych ran zrywała się z jej rąk i czerwonymi kroplami leciała za ostrzami, a urywany oddech stawał się coraz cięższy.

— Du̗ur! Shǔdat dǔsav du̗ur!

Wstać!.. Mówiłam, wstać!

Ale wokół słychać było tylko trzepot skrzydeł i przenikliwe krzyki drapieżników. Obok dziewczyny nieruchomo leżało pięcioro jej towarzyszy w takich samych czarnych narzutach. Ich plecy były rozdarte pazurami, a w dłoniach wciąż zastygły dziwne półprzezroczyste klingi, jakby odlane ze szkła.

Jeszcze jeden rozpaczliwy zamach. Jeden z duali w końcu wbił się w pierś przelatującego Oksisa, ale ugrzązł na dobre. Ciężkie cielsko siłą rozpędu poleciało dalej, wyrywając klingę z jej ręki i niemal zwalając dziewczynę z nóg. Zachwiała się, utrzymała i zaraz podniosła wzrok w górę.

Nad drogą krążył ostatni duży Oksis. W potężnych łapach ściskał ogromny kamień. Zrobiwszy jeszcze jedno koło, bestia rozwarła pazury. Kamień z hukiem runął za dziewczyną, miażdżąc część starego metalowego autobusu. Od uderzenia zadrżała ziemia.

Nie tracąc ani chwili, Oksis złożył skrzydła i jak kamień rzucił się w dół. Ostre pazury ze świstem przemknęły tuż nad jej głową, tylko cudem jej nie zahaczając, i z obrzydliwym zgrzytem rozpruły przerdzewiały metal autobusu.

Dziewczyna runęła na kolana, przetoczyła się w bok i, zauważywszy przy otwartych drzwiach starą metalową kuszę z już założonym bełtem, chwyciła ją obiema rękami i rzuciła się do środka autobusu.

Na zewnątrz znów rozległ się ciężki cios. Ostre skrzydła przecięły dach, próbując przewrócić zardzewiały pojazd. Autobus zaskrzypiał i się zakołysał. Dziewczyna nie utrzymała się, uderzyła głową o metalowe siedzenie i ciepła krew od razu popłynęła po skroni, zalewając oko. Przed oczami wszystko popłynęło, ale przenikliwy krzyk Oksisa i przypływ adrenaliny nie pozwalały stracić przytomności.

Drapieżnik wczepił się pazurami w awaryjny właz i, próbując przecisnąć do środka swoje ogromne cielsko, to bił dziobem, to sięgał łapami, wściekle krzycząc i wijąc się. Z każdym szarpnięciem był coraz bliżej.

Kiedy dzielił ich zaledwie jeden Rzut, dziewczyna z ostatnich sił uniosła kuszę i nacisnęła spust. Bełt z głuchym trzaskiem przebił łapę Oksisa i przygwoździł ją do metalu. Bestia zawyła i zaczęła się miotać, wstrząsając autobusem.

Frr!.. Frrr!..

Z zewnątrz jeden po drugim rozległ się świst strzał. Kilka strzał niemal jednocześnie wbiło się w nieruchomego Oksisa. Ten jeszcze raz drgnął, zachrypiał i bezwładnie zawisł, opierając dziób w dół. Gęsta zimna ślina powoli spływała z jego dzioba i ciężkimi kroplami spadała na ziemię tuż przy twarzy dziewczyny.

Powoli opuściła kuszę. Napięcie, które trzymało ją przy świadomości, zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. Świat popłynął jej przed oczami. Spróbowała wstać, ale nogi się ugięły. Nie zdążywszy zrobić nawet kroku, dziewczyna straciła przytomność.

— Ona żyje? — dobiegło tuż przy autobusie.

Koniec rozdziału

0%

Zaloguj się, aby zapisywać postęp czytania.

LOKACJA

Wilki

Osada Wilków ukryta jest w dużych górskich jaskiniach za przełęczą. To umocnione miejsce magazynów, handlu i rzemiosła, gdzie przechowują zboże, olej, szkło i wybija się monety.

Otwórz osadę ›

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

✦ Wspomniane w rozdziale Krótka lista miejsc, bohaterów i istot naprawdę powiązanych z tym rozdziałem. Blok można zwinąć.

Bohaterowie

wspomniane w tekście Kaleb Lider Wronów i przewodniczący Rady Skrzydła. Doświadczony myśliwy, który przeszedł przez większość trudności swojego narodu. Spokojny… Otwórz › wspomniane w tekście Katherine Żona Michała i przybrana matka Sama. Dobrota, opiekuńcza i praktyczna kobieta, która potrafiła ofiarować chłopcu ciepło… Otwórz › wspomniane w tekście Luka Młody myśliwy z Green Grass. Gadatliwy, pogodny i nieco niezdarny. Oddany pomocnik Sary, wprawny tropiciel i… Otwórz › wspomniane w tekście Michael Doświadczony myśliwy i kupiec plemienia Wron. Często wyrusza na dalekie wyprawy po szkło, prowadzi karawany między… Otwórz › wspomniane w tekście Mira Krótki opis Przywódczyni osady Wilków. Surowa, zdyscyplinowana i głęboko religijna władczyni, która potrafiła przekształcić Wilków w… Otwórz › wspomniane w tekście Neira Była przywódczyni Wronów i doradczyni Rady Skrzydła. Mądra, sprawiedliwa i doświadczona kobieta, ciesząca się ogromnym szacunkiem… Otwórz › wspomniane w tekście Olivia Młoda łowczyni Wron. Spokojna, obserwacyjna i znacznie poważniejsza od wielu rówieśników. Doskonale strzela z łuku i… Otwórz › wspomniane w tekście Rein Młody kupiec z Wilków. Przebiegły, przedsiębiorczy i urokliwy. Zawsze szuka zysku i marzy o zdobyciu Czerwonego… Otwórz › wspomniane w tekście Sam Młodzieniec z przeszłego świata, obudzony czterysta lat po Katastrofie. Nosiciel połączenia z Pulsacją i jeden z… Otwórz › wspomniane w tekście Sara Głowa osady Zielona Trawa, rolnik, organizator i jeden z nielicznych ludzi w regionie, którzy uważają wiedzę… Otwórz ›